Another blog in the wall

niedziela, lipca 15, 2007

Trochę odechciało mi się pisać w tym tygodniu. Wszystko przez nerkę, która w nocy z wtorku na środę postanowiła mnie obudzić. I to jak skutecznie... tak że przez godzinę zwijałem się w bólu. Pogotowie... te sprawy. Rano lekarz, w czwartek mocz do badania i kolejny atak nerki, w piątek znów u lekarza. Już wszystko ok... profilaktycznie idę na USG niedługo. Nie życzę nikomu żeby go nerka boleć zaczęła :/ Ale w sumie nie o tym ja tu chciałem.

Jako że było już dobrze postanowiłem nie rezygnować z kolejnego maratonu, który tym razem odbył się w Zawoi.



Myśli z serii "co ja tu k... robie" w tym dniu mnie nie opuszczały :) Ale po starcie już było w porządku :) Na piątym kilometrze zerwałem łańcuch... szybko spiąłem, ręce wytarłem w ... nogi :) i ruszyłem w pogoń za tą setką osób która mnie wyprzedziła. Gdzieś na ostatnim zjeździe zgubiłem bidon... będę musiał kupić nowy nie cieknący (nie widział ktoś gdzieś bidonu z takim korkiem jaki miał ten większy z Gatorade?).



Fryz idealny na jakieś dicho w remizie - Rudy Project prodakszyn.



Zmęczenie wywołane przede wszystkim przez wielokilometrowy podjazd na Jałowiec. Ale tu już było dobrze... siedziałem sobie i odpoczywałem ;p



Widoki z samochodu w drodze powrotnej... droga do nieba i tama wraz z jakimś niedokończonym zbiornikiem.









Komentarze (0):

Prześlij komentarz

Subskrybuj Komentarze do posta [Atom]

<< Strona główna