W ubiegłą sobotę po raz kolejny miałem przyjemność uczestniczyć razem z kumplami i znajomymi z Radia eM w organizacji wyścigu XC.
Jeszcze wcześniej, bo w piątek jeździliśmy po okolicy firmowym Jumperem: po namiot z 4Energy do ProLogis i na 3 Stawy zobaczyć, czy na skutek ostatnich opadów jeden z nich nie postanowił zalać nam terenu pod biuro zawodów ;)
Dzień bez nowych doznań jest dniem straconym, ten nie był -> przejechaliśmy się na pace Jumpera najbardziej okrężną drogą na dolinkę jaką można było wymyśleć ;p
Na miejscu na szczęście okazało się, że staw mieści się w swoich zwyczajnych granicach :) Tyle dzień pierwszy.
W sobotę pobudka o 6 (hurrraa nareszcie nie pada !!!), a pół godziny później Wojtek zbierający ekipę czekał już na dole. Do radia zapakować resztę sprzętu i wio na miejsce pracy.
Zaraz po nas przyjechał gościu z barierkami, które trzeba było rozładować, a potem pomiar czasu tzn. Marek Zieliński (www.datasport.pl).
Wzięliśmy z "working class hero" Kleyem Berlingo i pojechaliśmy znakować trasę, podczas gdy Beti i Michał zostali na miejscu i tworzyli biuro :)
Po paru minutach zatrzymali nas fest upierdliwi i zgrywający ważniaków policjanci w nieoznakowanym Oplu Vectra. Musieliśmy wrócić do biura po świstek-pozwolenie na jazde po Dolinie. Zobaczyli go na własne oczy i się odwalili.
Potem już tylko taśma/palik/kafar/taśma i tak w kółko przez 3 godziny co i tak jest nowym rekordem w oznakowaniu tej trasy, gdyż zwykle zajmowało to nam 5h ;p Jako, że sędziowanie odpadło nam z grafiku, mogliśmy się trochę poobijać. Gdy wystartowała Elita poszliśmy na obiad do Pan de Rossy :)
2 osoby z karetki już tam jadły, niestety zostały ściągnięte na doł, gdyż ktoś się rozwalił na trasie :/
Po jedzeniu przyszła pora na porządki. Więc Berlingo poszło znów w ruch. W międzyczasie zaczął padać deszcz. Postanowiliśmy ubrać nasze sexi peleryny: Tinky-Winky różowa Kleya i moja kultowa zielona z Fujifilmu, którą dostałem w Przesiece na maratonie :) Rozdania nagród nie widziałem. Wróciliśmy ze sprzątania, jeszcze tylko załadowaliśmy barierki i zebraliśmy się do domu.
Co jest najlepsze... wszystko to nie za darmo :)
Zdjęć nie wrzucam gdyż wszystkie znajdziecie na tej oto stronie
http://www.arteffect.pl/emtb/
Jeszcze wcześniej, bo w piątek jeździliśmy po okolicy firmowym Jumperem: po namiot z 4Energy do ProLogis i na 3 Stawy zobaczyć, czy na skutek ostatnich opadów jeden z nich nie postanowił zalać nam terenu pod biuro zawodów ;)
Dzień bez nowych doznań jest dniem straconym, ten nie był -> przejechaliśmy się na pace Jumpera najbardziej okrężną drogą na dolinkę jaką można było wymyśleć ;p
Na miejscu na szczęście okazało się, że staw mieści się w swoich zwyczajnych granicach :) Tyle dzień pierwszy.
W sobotę pobudka o 6 (hurrraa nareszcie nie pada !!!), a pół godziny później Wojtek zbierający ekipę czekał już na dole. Do radia zapakować resztę sprzętu i wio na miejsce pracy.
Zaraz po nas przyjechał gościu z barierkami, które trzeba było rozładować, a potem pomiar czasu tzn. Marek Zieliński (www.datasport.pl).
Wzięliśmy z "working class hero" Kleyem Berlingo i pojechaliśmy znakować trasę, podczas gdy Beti i Michał zostali na miejscu i tworzyli biuro :)
Po paru minutach zatrzymali nas fest upierdliwi i zgrywający ważniaków policjanci w nieoznakowanym Oplu Vectra. Musieliśmy wrócić do biura po świstek-pozwolenie na jazde po Dolinie. Zobaczyli go na własne oczy i się odwalili.
Potem już tylko taśma/palik/kafar/taśma i tak w kółko przez 3 godziny co i tak jest nowym rekordem w oznakowaniu tej trasy, gdyż zwykle zajmowało to nam 5h ;p Jako, że sędziowanie odpadło nam z grafiku, mogliśmy się trochę poobijać. Gdy wystartowała Elita poszliśmy na obiad do Pan de Rossy :)
2 osoby z karetki już tam jadły, niestety zostały ściągnięte na doł, gdyż ktoś się rozwalił na trasie :/
Po jedzeniu przyszła pora na porządki. Więc Berlingo poszło znów w ruch. W międzyczasie zaczął padać deszcz. Postanowiliśmy ubrać nasze sexi peleryny: Tinky-Winky różowa Kleya i moja kultowa zielona z Fujifilmu, którą dostałem w Przesiece na maratonie :) Rozdania nagród nie widziałem. Wróciliśmy ze sprzątania, jeszcze tylko załadowaliśmy barierki i zebraliśmy się do domu.
Co jest najlepsze... wszystko to nie za darmo :)
Zdjęć nie wrzucam gdyż wszystkie znajdziecie na tej oto stronie
http://www.arteffect.pl/emtb/



Komentarze (2):
11 września, 2007 10:51 ,
Grzesiek pisze...
Wczoraj dzwoniła do mnie Mirella. W sumie były 3 kontuzje. 2 barki i jedna pęknięta miednica! LOL. Żeby było śmieszniej po jednego kolesia z rozwalonym barkiem musiał aż ojciec spod Łodzi przyjeżdżać.
11 września, 2007 11:05 ,
Voytas pisze...
Ta trasa była widocznie za prosta. Trzeba by tam znaleźć jakiś zjazd pionową ścianą to może wtedy nie będzie wypadków ;p
To mnie tylko utwierdza w przekonaniu, że ludzkiej populacji grozi zagłada ze względu na nieustannie spadające IQ.
Prześlij komentarz
Subskrybuj Komentarze do posta [Atom]
<< Strona główna