Winter Reggae
Wrażenia, te pozytywne jak i negatywne. Zaczne może od tych pierwszych, gdyż są zdecydowanie ważniejsze. Nie spóźniliśmy się, a na miejscu nie było nawet kolejki. Tylko tłum ludzi bez biletów :P W szatni jeszcze dużo miejsca dla nas. Dźwięki:
DubskaZaczęli grać gdy jeszcze było dosyć luźno, dzięki temu można się było swobodnie powyginać :) Świetne utwory, niestety mało ich zagrali, ale tak to już jest na tego typu hmmm festiwalach. Trzeba będzie ich dorwać na jakimś "prywatnym" koncercie.
Etna
Dali czadu, tak się zmęczyłem, że stwierdziliśmy z Atomem i Krzyśkiem, że nie ma co szaleć tylko trzeba odpocząć przy piwie podczas kolejnego koncertu. Co spowodowało, że Jafii nie widzieliśmy.

Izrael
Izrael
Po wieloletniej przerwie znowu na scenie. Pod sceną już tłumy i zero powietrza. Koncert? Beznadziejnie nagłośniony, przez co niewiele było słychać... niestety.
Koniec Świata
Koniec Świata
Teraz troche szybciej i mocniej, co objawiło się także później w postaci siniaków i bolącego żebra.

Vavamuffin

Vavamuffin
Ścisk jak w konserwie, za dużo basu szło z głośników i postanowiłem się ewakuować pare metrów w tył. Ale było wesoło. I usłyszałem Recharge na żywo :)

Akurat
Tutaj zmęczenie już dało znać o sobie, trzeba było trochę postać z boku. A muzyka magiczna.
Po nich postanowiliśmy z Wilkiem ewakuować się z Mega... była godzina 2:30 i oczy same się zamykały. Wszystko przez to, że piwo, które sprzedawali to w zasadzie była sama woda i żeby znaleźć tam jakiś smak trzeba było sok dolewać. Mieliśmy szczęście bo przyjechał bus T-7, opóźniony o 10 minut pewnie przez te korki w Katowicach :P Wylądowalismy w Batorym, potem tramwaj, 15 minut z buta i w domu. Nocna komunikacja w KZKGOP jest tragiczna.
Podsumowując, sobota w Mega była udana, dużo pozytywnych emocji. Pare wad impreza miała, brak tlenu, za duży ścisk, piwo bezalkoholowe o smaku kapcia, ale czy to ważne? :)

Akurat
Tutaj zmęczenie już dało znać o sobie, trzeba było trochę postać z boku. A muzyka magiczna.
Po nich postanowiliśmy z Wilkiem ewakuować się z Mega... była godzina 2:30 i oczy same się zamykały. Wszystko przez to, że piwo, które sprzedawali to w zasadzie była sama woda i żeby znaleźć tam jakiś smak trzeba było sok dolewać. Mieliśmy szczęście bo przyjechał bus T-7, opóźniony o 10 minut pewnie przez te korki w Katowicach :P Wylądowalismy w Batorym, potem tramwaj, 15 minut z buta i w domu. Nocna komunikacja w KZKGOP jest tragiczna.
Podsumowując, sobota w Mega była udana, dużo pozytywnych emocji. Pare wad impreza miała, brak tlenu, za duży ścisk, piwo bezalkoholowe o smaku kapcia, ale czy to ważne? :)
"Nie gadaj mi że piłeś w weekend
i że na mieście znów było jak zwykle
I nie mów że masz tyle doświadczeń
i wiesz jakie życie jest przykre
I nic mnie nie obchodzi ile twoje auto
spala benzyny
I że jest promocja
bo supermarket ma urodziny
Opowiedz mi o smaku chleba razowego
z pastą awokado
Albo nie mów nic..."
i że na mieście znów było jak zwykle
I nie mów że masz tyle doświadczeń
i wiesz jakie życie jest przykre
I nic mnie nie obchodzi ile twoje auto
spala benzyny
I że jest promocja
bo supermarket ma urodziny
Opowiedz mi o smaku chleba razowego
z pastą awokado
Albo nie mów nic..."



Komentarze (1):
28 lutego, 2008 17:20 ,
Anonimowy pisze...
Ogólnie było fajne, szkoda ze juz nie było miejsc w szatni i było zamieszanie, mała dezorganizacja.
Na 'Akurat' zostawiłam sobie sił; > i chyba się najlepiej bawiłam kiedy grali. Zostalismy do konca, a w tramwaju ok 6 rano grasowali kanarzy; P było strasznie zimno a na autobus się czekało jeszcze długo dłuuugo...bylismy jak kostki lodu,wróciłam bez głosu do domu, i to rozpoczęło moje zapalenie strun głosowych i krtani; > czekamy na winter w przyszłym roku; )
Prześlij komentarz
Subskrybuj Komentarze do posta [Atom]
<< Strona główna