Another blog in the wall

poniedziałek, marca 10, 2008

Niedzielne Narty

Kasprowy Wierch (1987 m.n.p.m.), jedyna w Polsce góra typu alpejskiego, na której są wybudowane wyciągi narciarskie. Pierwszy taki wyciąg powstał 72 lata temu, a w zeszłym roku zakończyła się modernizacja głównej kolejki. Zmianie natomiast nie uległa kolejka ludzi przy dolnej stacji w Kuźnicach :D Ale wracając do początku.

Niedziela, 5 rano, dzwoni budzik. Trzeba wstawać i ruszyć tyłek do garażu po samochód. Na szczęście dzień wcześniej już był załadowany sprzętem. Autostradą do Krakowa, skąd zabrałem Olkę, a przy okazji przywiozłem cenną przesyłkę w postaci bigosu :) Teraz już tylko 1,5h Zakopianką i o 9 rano byliśmy na parkingu koło ronda. Busik do Kuźnic i decyzja... idziemy z buta na Goryczkową, bo stanie w kolejce do kolejki nie miało większego sensu. Szkoda, że nie mieliśmy miejscówek, to by się je przynajmniej komuś sprzedało, jak to się robiło za dawnych czasów ;) Po "spacerze" na Goryczkową szybka kawa, do kasy po kartę i można już było jeździć.



Trafiliśmy na świetną pogodę, która z godziny na godzinę się polepszała, tzn. było co raz więcej słońca. Po jednym zjeździe przenieśliśmy się na Gąsienicową co było dobrym pomysłem, gdyż tam nie czekało się ani minuty, aby usiąść na krzesełku. Jazda po wyłącznie naturalnym śniegu ma swoje wady i zalety, człowiek się już chyba odzwyczaił trochę od takich warunków ;) Nie ma tak twardo i narty trochę inaczej się prowadzi. Pare godzin i zaczęło burczeć w brzuchu; na szczęście na Kasprowym zrobili normalne miejsce, w którym można coś zjeść. Zamiast obskurnej "restauracji" jest tam teraz pizzeria Dominium. Oni to się wszędzie wcisną (patrz hala dworca Warszawa Centralna). Pizza smaczna, po której już niewiele jazdy zostało, zmęczenie dało się we znaki i powolutku zjechaliśmy na Goryczkową po plecak, a następnie dalej do Kuźnic. Tak, do Kuźnic bo warunki były bardzo dobre na całej długości nartostrady :)

Powrót już nie był taki szybki, przed Myślenicami trafiliśmy na jeden wielki korek. Niejeden rzuciłby się w przepaść, ale jak się ma takie miłe towarzystwo to korek nie straszny :P



Potem pożegnanie w Krakowie i sprint autostradą do domu. Był to mój pierwszy wyjazd samochodem, w którym prowadziłem całkowicie sam bez wskazówek z fotela pasażera... udany, podróż przebiegła bezproblemowo, żadnych niebezpiecznych sytuacji, płynna jazda, w sumie 2,5h z Chorzowa do Zakopanego, a z powrotem przez te gigantyczne korki jakieś 3,5h. Prawo jazdy mam od miesiąca :)

P.S. Zdjęcia zrobione aparatem w telefonie, bo ten normalny zostawiłem w samochodzie :/

Komentarze (0):

Prześlij komentarz

Subskrybuj Komentarze do posta [Atom]

<< Strona główna