Murowana Goślina -> Warszawa -> Karpacz
Sezon narciarski już zamknięty, a kolarski rozpoczęty. Ostatnio wożę się po Polsce na imprezy różnego rodzaju :)

Zaczęło się od maratonu w Murowanej Goślinie. Nocowaliśmy w wysokiej klasy hotelu w Poznaniu z telewizorem i lodówką, przez którą nie mogłem zasnąć ;) Jadąc rano do Gośliny trafiliśmy na dziwne zjawisko. Po ulicach Poznania biegał sobie koń, a dwóch innych jeźdźców próbowało go złapać. Ciekawe czy przeżyli i nie wpadli pod jakiegoś Solarisa. Trasa maratonu była dostosowana do mojej formy na początek sezonu, niestety złapałem gumę, co spowodowało utratę dosyć dobrej pozycji. W ramach rekompensaty zostałem wylosowany w tomboli, czy tuleji jak kto woli i dostałem fajne rękawiczki ze Speca.

Tydzień później kolejna impreza o nieco innym charakterze, tym razem w Warszawie. Na specjalne Izy zaproszenie pojechaliśmy z Filipem na jej urodziny. Niby nie można jechać ponad 300km na imprezę? Dlaczego nie :P

I tak wysiadając około 21 z pociągu na Centralnym, wsiadając w metro i docierając na miejsce około 22, bawiliśmy się do 6 rano :) Jak na porządne towarszystwo instruktorów rekreacji przystało, nikt z nas nie pobrudził mieszkania, co innym się niestety przydarzyło ;) Nie mam pojęcia kto i kiedy robił większość zdjęć, a mieliśmy 2 aparaty :) Około 16 trzeba było ruszyć tyłek z kanapy nie wykonując zbyt energicznych ruchów, pożegnać się i wracać na swoje śmieci.

Długi weekend majowy to wypad do Karpacza na pierwszy w sezonie górski maraton. Przez cały wieczór i noc Wojtek W. walczył z przeciekającą dętką. Zmagania te urosły do kategorii absurdu, gdy rano po raz 10 dętka zaczęła syczeć. Na szczęście Marcin uratował sytuację pożyczając swoją dętkę, która wytrzymała na całej trasie zawodów :) Ranek przywitał nas ulewą i jak widać po minach wszystkim poprawiło to humory.
Zaczęło się od maratonu w Murowanej Goślinie. Nocowaliśmy w wysokiej klasy hotelu w Poznaniu z telewizorem i lodówką, przez którą nie mogłem zasnąć ;) Jadąc rano do Gośliny trafiliśmy na dziwne zjawisko. Po ulicach Poznania biegał sobie koń, a dwóch innych jeźdźców próbowało go złapać. Ciekawe czy przeżyli i nie wpadli pod jakiegoś Solarisa. Trasa maratonu była dostosowana do mojej formy na początek sezonu, niestety złapałem gumę, co spowodowało utratę dosyć dobrej pozycji. W ramach rekompensaty zostałem wylosowany w tomboli, czy tuleji jak kto woli i dostałem fajne rękawiczki ze Speca.

Tydzień później kolejna impreza o nieco innym charakterze, tym razem w Warszawie. Na specjalne Izy zaproszenie pojechaliśmy z Filipem na jej urodziny. Niby nie można jechać ponad 300km na imprezę? Dlaczego nie :P
I tak wysiadając około 21 z pociągu na Centralnym, wsiadając w metro i docierając na miejsce około 22, bawiliśmy się do 6 rano :) Jak na porządne towarszystwo instruktorów rekreacji przystało, nikt z nas nie pobrudził mieszkania, co innym się niestety przydarzyło ;) Nie mam pojęcia kto i kiedy robił większość zdjęć, a mieliśmy 2 aparaty :) Około 16 trzeba było ruszyć tyłek z kanapy nie wykonując zbyt energicznych ruchów, pożegnać się i wracać na swoje śmieci.
Długi weekend majowy to wypad do Karpacza na pierwszy w sezonie górski maraton. Przez cały wieczór i noc Wojtek W. walczył z przeciekającą dętką. Zmagania te urosły do kategorii absurdu, gdy rano po raz 10 dętka zaczęła syczeć. Na szczęście Marcin uratował sytuację pożyczając swoją dętkę, która wytrzymała na całej trasie zawodów :) Ranek przywitał nas ulewą i jak widać po minach wszystkim poprawiło to humory.

Na szczęście po starcie deszcz przestał padać. Moc była do 30 km, a potem się skończyła :P Pierwszy w sezonie zgon, jechało mi się beznadziejnie. Jakoś dokulałem się do mety. Przynajmniej trasa była ciekawa, na dwóch mostach leżał jeszcze śnieg. Mieliśmy w planach zostać trochę dłużej w Karpaczu, ale nikt sił nie miał i postanowilismy wrócić po maratonie do domu. Reszta długiego weekendu mija pod znakiem odpoczynku. A tak wygląda człowiek, który parę godzin wcześniej umarł.
Za tydzień maraton w Bardzie. Z formą powinno już być lepiej :)



Komentarze (0):
Prześlij komentarz
Subskrybuj Komentarze do posta [Atom]
<< Strona główna