Another blog in the wall

środa, stycznia 02, 2008

26.12.07 - 01.01.08 Szczyrk

Ciężarówki z Coli jeszcze nie zdążyły odjechać, a ja już musiałem ruszyć brzuch po kolacji wigilijnej i w drugie Święto udać się na szkolenie do Szczyrku ;)



Do Szczyrku, w którym połowa wyciągów nie działa, a te które są, sprawiają, że człowiek czuje się jak w skansenie. Ale nie mam zamiaru tu opisywać sytuacji stacji narciarskich w polskich górach. Kto jeździ ten wie jak to wszystko wygląda. Wszyscy są przyzwyczajeni do sytuacji tej :)



Jak to czas przyszłym instruktorom leciał. Codziennie rano pobudka, nieludzko wcześnie, zwykle około 7:25. Śniadanie było 5 minut wcześniej :) Trzeba się było od razu ubrać do wyjścia na Skrzyczne, bo o 8 mieliśmy być przy kasach. Zapytacie... dlaczego nie wstawałeś wcześniej? A jak tu kurde wstać jak zwykle koło 2 szło się spać po obowiązkowej dezynfekcji żołądka. Albo niwelowaniu zakwasów, które powstawały po wielu godzinach spędzonych na nartach ;)



Po obiadach i kolacjach najczęściej odbywały się kolejne teoretyczne wykłady. Najciekawszym był ten prowadzony przez Czesia, z którego dowiedzieliśmy się o statystykach, które mówią, że skutki wypadków narciarskich zaczynają przypominać te z komunikacyjnych :) Z wykładu o metodyce zapamiętaliśmy sobie i wzięliśmy do serca wszystko co było powiedziane o efekcie aureoli. Byliśmy zwykle nieogoleni i pachnący ... wódą. A nawet jeśli byś sobie złamał/a 2 nogi powyżej buta to pamiętaj: narciarstwo jest piękne! :)



Z kolejkami najgorzej było w sobotę, kiedy nie działało górne krzesło na szczyt Skrzycznego i cały naród zjechał by ustawić się w godzinnej kolejce na orczyk. Dla nas był to dzień podchodzenia. Najpierw przy slalomie, który nam Rydziu z Kubą i Zbyszkiem ustawili na Kaskadzie, a później na Dolinach, gdy ćwiczyliśmy sobie wszystkie kątowe ewolucje. do wyciągu nie było sensu zjeżdżać bo trwałoby to o wiele dłużej niż podejście.



Jak wyglądał sam sylwek. Szkoła Zdrowia zafundowała nam niezłą imprezę. Były dymy, kula i muzyka mechaniczna w wykonaniu DJa Bonzo :P Po całym tygodniu wieczornego imprezowania większości nic już się nie chciało i w zasadzie to jak codzień poszliśmy w kimę jakoś po drugiej. Tylko tym razem można było się porządnie wyspać aż do 11 ;)

Dzięki wszystkim za miło spędzony tydzień, dobrą zabawę i do zobaczenia na kolejnym :)
AVALEMENT !!!