Wiosna
Jak wiosna, to na narty :) A do tego jeszcze w bajkowej włoskiej scenerii.
Po 17 godzinach w naszym turbo autobusie z przyczepką dotarliśmy do apartamentów w Pinzolo... a właściwie to za rzeką w Carisolo.
Pod czujnym okiem Maćka, przez cały tydzień, poprawialiśmy nasze skille w jeździe na nartach i w byciu instruktorem również :)
Pierwszy dzień na nartach to Pinzolo. Nowych nartach, genialnie skrętnych, a do tego jeszcze jeżdżących po świetnych szerokich trasach :) Widoki zapierające dech w piersiach, dobry Lipton w puszce i zapieprzające wyciągi, nie to co krzesła w Polsce, to takie główne wrażenia z pierwszego dnia. Włosi stwierdzili, że jest tam już mało śniegu i w drugi dzień zamknęli ośrodek. Oni chyba nie wiedzą co to znaczy mało śniegu.
Drugi dzień to Madonna, dokładniej prawa strona z Groste. U góry świetna środkowa trasa, jak się później okazało pechowa. Na stoku Bombardino, a po nartach na parkingu święto wina. Dzień się szybko dla mnie skończył i wstałem przynajmniej wyspany, aby kolejnego dnia cały dzień jeździć śmigiem po drugiej stronie Madonny, a w zasadzie to w Marillevie. Na zakończenie dnia wjechaliśmy z Filipem na Groste i na jajo, ile tylko sił w nogach, zjechaliśmy do autobusu. Dwa dni później powtórzyliśmy ten zjazd, chyba jeszcze szybciej :)
Dnia czwartego wybraliśmy się na Tonale, lodowiec z trasą powyżej 3000 metrów, na której walczyliśmy z wiatrem i mrozem. We Włoszech też czasem zachodzi słońce, ale na krótko ;) Ludzie pozapominali zabrać swoje plecaki z baru a krzesło już nie działało. W Polsce przesrane, a we Włoszech miły pan policjant wyciągnął swój skuter i po nie pojechał.
Kolejny dzień minął na slalomie i slalomie gigancie, cały dzień z pomiarem czasu próbowalismy dogonić Maćka :) Włosi przyjechali z siatkami i zamknęli trasę tak, że mogliśmy w spokoju sobie trenować.
Ostatni dzień to egzamin, krawędzie już okrągłe, a tu chwycił mróz i trasy były bardzo twarde. Trochę to nam utrudniło sprawę ;p Po egzaminie relaks w barze, Bombardino i wypasiony hamburger, w Polsce takich nie ma :P
Wyniki dopiero o 16, więc był czas na jazdę. I tu klops, wypadek na owej pechowej trasie, Izę zwieźli opaleni Włosi, humor się zgubił w grupie i wiadomość o zdanym egzaminie już tego nie zmieniła.
Wiosenny tydzień na nartach był bardzo udany. Teraz trzeba już tylko czekać na papier od pana Ministra Sportu i Turystyki, a w kolejną zimę można będzie rozpocząć pracę w nowym zawodzie.
Podziękowania dla Szkoły Zdrowia, a Izie i jej nodze życzę szybkiego powrotu do pełni sprawnośći ! :)


