Another blog in the wall

czwartek, sierpnia 18, 2011

Infrasettimanale Classico 17.08.2011

To co teraz przeczytacie, to opis kolarskiej ustawki, która odbywa się w każdą środę o 18:00 w Katowicach. Start i meta zlokalizowany jest na ulicy Mickiewicza.

Załozenie było jedno, jechać ponownie całą trasę i nie skracać. Była szansa, ładowałem węglowodany przez 3 dni i czułem się dosyć dobrze na starcie.

Wiedziałem, że aby mój plan się powiódł trzeba było dociągnąć z pierwszą grupą podjazd do Mikołowa koło kopalni. Rozpocząłem go jadąc z przodu, potem trzeba było się schować za grupą i nie odpaść. Z wywalonym językiem i mega zadyszką udało się utrzymać koła. Pierwszy sukces.

Na rundach w Mikołowie było trochę spokojniej, pierwsze kółko, jadę z przodu, co ja tu robię sobie myślę, ale co tam wdeptałem pod kościół na drugiej pozycji, ale została jeszcze jedna pętla. Dalej jadę z przodu... reszta się zatrzymała czy co? :P No to jak już tu jestem to trzebaby zaatakować na podjeździe, zakręt w prawo i gaz ponownie pod kościół. Myślałem, że i tak zaraz mnie jakaś banda przejdzie, ale nie patrząc za siebie jechałem ile fabryka dała tego dnia. W końcówce wyprzedził mnie tylko Michał Cąpała. Udało się, jest pierwszy sukces na premii. Wiadomo, że i tak zapamiętany zostanie tylko zwycięzca, ale co tam, dla mnie to sukces :)

Teraz trzeba było trochę odpocząć, tylko w jaki sposób jak zaraz zaczną się podjazdy za Mikołowem. Na pierwszym z nich miałem jeszcze kontakt z czołem, ale po tym jak w końcówce nasz dyrektor sportowy Artur Wydra zgubił koło kogoś z czoła, nastąpiło zwolnienie i człowiek znalazł się już w innej sytuacji. Okazało się, że utworzyła się czteroosobowa grupka, w skład której wchodzili sami kolarze Gomola Trans Airco. Było nas tego dnia chyba 11 sztuk, więc w sumie nic dziwnego ;) Współpracując wjechaliśmy kolejny podjazd pod pomnik. Rozpoczęły się zjazdy w kierunku Wyr. Tomek Brzozowski pognał za Michałem Kucewiczem, który gonił czołówkę po defekcie. Michał Ligocki stracił trochę na zjeździe, a ja rozpocząłem pracę z Przemkiem Tłokiem. Od tego momentu zaczęła się ciężka praca aż do mety.


Dawaliśmy sobie częste zmiany, ile kto miał sił i doganialiśmy kolejne grupki. Na podjeździe w Wyrach doszliśmy Tomka, który wtedy już chyba złapał konkretnego zgona ;) Belgijski odcinek, to w dalszym ciągu ciężka praca, pod koniec którego doszliśmy Grzegorza Ossolińskiego, który jako pierwszy siadł nam na koło. Dalej we dwóch goniliśmy przez całe Podlesie. Na podjeździe na Kostuchnie zobaczyliśmy kolejną, trochę większą grupkę z Jakubem Świętkiem, którą udało się dogonić przed nawrotem na Ochojec. W dalszym ciągu z Przemkiem Tłokiem ciągle pracowaliśmy z przodu ciągąc za sobą coraz większy pociąg. Przed premią lotną przy OBI dogoniliśmy kolejną grupkę z Arturem Boratynem na czele. Można było chwilę odetchnąć. Ale nie zadługo, bo trzeba było dalej gonić. Ptasie osiedle, lotnisko i Paderewę mineliśmy w jakimś kosmicznym tempie. Praca się opłaciła. Przed wjazdem na Mickiewicza dostrzegliśmy pierwszą grupę! Finiszować już nie było z czego, ale udało się. Ciężka praca się opłaciła. Nie dość, że udało się przejechać bez skracania, to jeszcze odzyskując kontakt z pierwszą grupą pod koniec :) Średnia z etapu 37,2 km/h.

Chciałbym przede wszystkim podziękować Przemkowi za włożony wysiłek w pogoń. Do zobaczenia za tydzień.